Nitrous Oxide “Dreamcatcher” – recenzja |
![]() |
Już od dziś w sklepach dostępny jest debiutancki album Nitrousa Oxide – Dreamcatcher z tej okazji zamieszczamy krótką recenzję, która może Wam pomóc w podjęciu decyzji przy zakupie tego krążka w przypadku gdy wciąż macie jeszcze co do niego wątpliwości. Cały tekst znajdziecie w rozwinięciu newsa.

Jednym z pierwszych producentów pochodzących z Polski, któremu udało się wybić na światowej scenie trance jest z pewnością Nitrous Oxide. Krzysztof zadebiutował w Anjunabeats w 2006 roku, kiedy to na kompilacji Anjunabeats Vol. 4 pojawił się jego pierwszy kawałek z tego labelu – North Pole. Nie trzeba było długo czekać, zanim jego kariera nie nabrała pełnego tempa. Mieliśmy to okazję zaobserwować poprzez liczne i lubiane kolejne single (Amnesia, Morning Light, Slide czy chociażby Aurora) jak i remixy (Untitled Audio, Reborn). Pojawienie się solowego albumu N2O było więc tylko kwestią czasu. I tym sposobem dochodzimy do sedna sprawy – Dreamcatchera. Trzeba przyznać, iż oczekiwania co do tej płytki były i są ogromne – po tak wielu świetnych singlach ten album po prostu nie może zawieść. Zobaczmy zatem co prezentuje sobą Dreamcatcher.
Na album składa się 13 kawałków. Pierwszym jest Alderaan, stara produkcja N2O przerobiona do spokojniejszej, chilloutowej wersji. Świetna, atmosferyczna kompozycja, przepełniona kojącymi dźwiękami pianina powoli wprowadzająca słuchacza w klimat albumu. Krzysztof nie pozwala nam jednak ‘odjechać’, gdyż już po chwili powraca z mocniejszym uderzeniem North Pole – jego hitem z 2006 roku, tym razem jednak w zupełnie nowej aranżacji. Produkcja ta jest swoistym mostem łączącym stare wydawnictwa N2O z nowymi. Z jednej strony słyszymy tu piękną, niezapomnianą melodię znaną nam z pierwszej wersji, z drugiej strony cała reszta, trochę bardziej stonowana i wolniejsza powoduje iż North Pole brzmi dojrzalej. Bardzo miłym akcentem jest fakt, iż Dreamcatcher nie jest płytą zmixowaną jak to ma miejsce przy większości innych albumów trance. Jest to szczególnie zauważalne podczas słuchania trzeciej produkcji z płyty – Mirrors Edge rozpoczynającej się od spokojnego intro, z którego już po chwili wyłania się soczysty bassline – tak typowy dla N2O, a sam kawałek zamienia się w istną ‘bombę’ z głębokim, melodycznym breakdownem oraz potężnym, energetycznym dropem. ‘Klubowy niszczyciel’ gwarantowany.
Fani vocal-trance słuchający Dreamcatchera również nie powinni być zawiedzeni – produkcja oznaczona numerkiem 4 zawierająca tekst śpiewany przez naszą rodaczkę – Annę Mielniczuk znaną także jako Aneym. O sile “Follow You” stanowi głównie piękny refren, który z pewnością zostanie Wam na długo w pamięci. Utwór nie pasuje jednak do stylu Nitrousa Oxide jaki dotychczas znamy – dla niektórych może być więc lekko szokujący.

Trzeba przyznać, iż Krzysztof zawsze miał głowę do ciekawych, wkręcających i głębokich melodii. Nie inaczej jest i tym razem. Przepiękny melodyczny Murwai wprowadza nas w stan ukojenia po szybszym początku albumu. Na szczególną uwagę zasługuje tu pianino znajdujące się w drugiej części kawałka, aż szkoda, że produkcja trwa tylko 4 minuty. Kolejne dwie produkcje – Blurry Motion (w którym oprócz ciekawej pokręconej melodi znajdziemy także pocięty wokal Aneym) oraz Downforce – utrzymane w typowym dla N2O upliftingowym klimacie, który spokojnie zadowoli starszych fanów Krzysztofa znów podkręcają tempo płyty tak aby już po chwili przejść do Come Into My World kolejnego przedstawiciela Vocal-Trance na Dreamcatcherze. Tym razem jednak zamiast Aneym mamy okazję usłyszeć głos Sean’a Rayana. Niestety w tym przypadku trzeba przyznać, że wersja instrumentalna tej produkcji sprawdziłaby się dużo lepiej, gdyż pod względem melodycznym nie można nic Come Into My World zarzucić – jest wręcz genialne. Wokal jednak psuje cały efekt (brzmi troszkę zbyt popowo oraz nie pasuje za bardzo do melodii), mamy więc nadzieję, iż w niedalekiej przyszłości zostanie wydana tu także wersja Dub.
Tuż po Come Into My World przychodzi kolej na tytułowy Dreamcatcher – genialną produkcję, już teraz wałkowaną przez Above & Beyond w wersji Extended w ich setach. Przy tym kawałku nie sposób ustać spokojnie na parkiecie – noga sama rwie sie do ruchu, a główna melodia wchodząca na breakdownie pozwala nam choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości, by już za chwilę wraz typowym dla N2O pokręconym basslinem z powrotem nas do niej ściągnąć. Trzecim i ostatnim kawałkiem z wokalnym na albumie jest “Far Away” – wydane tydzień temu jako pierwszy singiel promujący płytę. Produkcja ta jest szczególna. Słowa do tej piosenki zrodziły się bowiem ze współpracy Aneym z Justine Suissą – znaną wszystkim z projektu OceanLab. Efekty widać już na pierwszy rzut oka, ciekawy, wręcz poetycki tekst śpiewany przez Anię w połączeniu z lekką melodią tworzy prawdziwy hit, obok którego mało kto będzie mógł przejść objętnie (dodatkowo warto wspomnieć, iż na singlu znajdziemy Club Mix – mocniejszą wersję tego kawałka, pasującą w sam raz na klubowe parkiety).

Końcówka albumu to istne szaleństwo. Genialny, upliftingowy Endorphine swoją melodią przywodzi na myśl starsze produkcje Krzysztofa wydane wcześniej w Anjunabeats, a pokręcona Supra posiada niesamowicie pocięty wokal oraz soczysty i solidny bassline od których nie sposób się uwolnić – fani Magenty będą w siódmym niebie. Te dwa kawałki, oprócz Dreamcatchera zasługują z pewnością na miano najlepszych produkcji z płyty. Przy Suprze po prostu się płynie, a 4,5 minuty mijają niczym chwila – miejmy nadzieję, iż kawałek ten zostanie wydany także w dłuższej, klubowej wersji.
Ostatnią produkcją zamykającą album jest znana wszystkim fanom Nitrousa Oxide – Amnesia. Krzysztof przerobił ją jednak na potrzeby albumu do wersji chilloutowej. Produkcja ta niczym wisienka na torcie uwieńcza całość w piękny sposób będąc idealnym outrem. Znana wszystkim z Originału majestatyczna melodia przeplatana dźwiękami pianina wije się spokojnie w tle wyciszając nas po solidnej dawce energii jaką naładował nas cały album.
Dreamcatcher to bardzo dobra płytka w świetny sposób podsumowująca dotychczasowe osiągnięcia muzyczne Nitrousa Oxide oraz znakomicie wyznaczająca przyszłość jego kariery. Czas płynie przy tym albumie zaskakująco szybko, a różnorodność zaserwowanych produkcji sprawia, iż niemal każdy fan gatunku znajdzie tu coś dla siebie (od chilloutowych melodii, przez vocal i uplifting-trance aż do tech-bomb). Jedynym słabym punktem płyty naszym zdaniem jest tu produkcja Come Into My World, która niestety brzmiałby dużo lepiej bez wokalu. Można by również przyczepić się, iż na albumie zabrakło tak wyczekiwanych produkcji jak (wciąż niewydany) – Carbon czy chociażby stworzony we współpracy z innym polskim producentem, P.A.F.F.em – Yeah Bunny Zion Check, na które oczekują całe rzesze fanów. Pomimo tych drobnych braków całość wypada na tyle solidnie, iż debiut N2O można uznać za udany, a same wrażenia jakie pozostają po odsłuchu Dreamcatchera są bardzo pozytywne. Z czystym sercem możemy więc polecić tą pozycję zarówno zagorzałym fanom Nitrousa Oxide jak i tym, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z trance.
Informacje na temat miejsc, w których można nabyć płytę znajdziecie w tym miejscu.
Polecamy!
Tagi: album, Nitrous Oxide












